Przez cały dzień musiałam być kotem... ech... W sumie lubię to, ale nie mogłam znieść ludzi, którzy próbowali mnie głaskać! No dobra, głaskanie czasem jest miłe, ale bez przesady! Byłam z Shun'em na zakupach. Potem przyszliśmy do akademika. W windzie spotkaliśmy jakąś dziewczynę. Widziałam jak Shun na nią patrzył! Inaczej niż na inne dziewczyny, mimo, że jest kobieciarzem. Zakochał się? Możliwe... Kiedy tylko weszliśmy do jego pokoju zmieniłam się w ludzką postać i zaczęłam skakać po jego łóżku.
-Zachowujesz się jak 5-latka-skomentował.
-Spróbuj przez cały dzień być w obcej skórze!-mruknęłam oburzona.
-Myślałem, że to lubisz. Naprawdę zachowujesz się jak dziecko.
Położyłam się, a on gdzieś poszedł.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prolog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prolog. Pokaż wszystkie posty
Prolog Shun
Szedłem przez miasto ubrany tak jak zwykle. W rękach niosłem białego kota.
-Ech, do tej szkoły trzeba kupić tyle rzeczy-mruknąłem.-Stracę wszystkie pieniądze.
-Nie marudź-mruknęła Yumi kot.
Skierowałem się do sklepu papierniczego. Zakupiłem tam torbę, długopis, ołówek, zeszyty...-wszystko co będzie mi potrzebne. Szczerze mówiąc nie mam zamiaru zbyt pilnie się uczyć. To zajmuje zbyt dużo czasu, mam lepsze zajęcia. Tak czy inaczej niedługo powinienem już zbierać się do "wyjazdu". Kupiłem sobie napój w najbliższym sklepie i teleportowałem się na teren szkoły. W recepcji odebrałem kluczyk do swojego pokoju. Numer 156. Dobrze, że nie mam współlokatora, bo byłoby kiepsko. Oczywiście dla Yumi, dla mnie nie aż tak bardzo.
Udałem się pokoju, żeby się rozpakować. Jechałem windą. W pewnym momencie zatrzymała się i drzwi otworzyły się. Weszła przez nie różowowłosa dziewczyna. Wpadła prosto na mnie.
-Przepraszam...-jęknęła.
-To ja przepraszam. Tak na przyszłość, jestem Shun.-powiedziałem. Całkiem ładna ta dziewczyna...
Wysiadłem na 3 piętrze i poszedłem do swojego pokoju. Kiedy otworzyłem drzwi, Yumi błyskawicznie zeskoczyła mi z ramienia, w locie przemieniając się w ludzką postać.
-Wreszcie!-krzyknęła i wskoczyła na moje łóżko.
Otworzyłem plecak i zacząłem się rozpakowywać, nie zwracając uwagi na to, że Yumi skacze mi po łóżku i po meblach.
-Zachowujesz się jak 5-latka-podsumowałem jej zachowanie.
-Spróbuj przez cały dzień być w obcej skórze!-mruknęła oburzona.
-Myślałem, że to lubisz. Naprawdę zachowujesz się jak dziecko.
Uspokoiła się nieco i położyła się na łóżku. Kiedy wypakowałem książki i przybory poszedłem się przebrać w mundurek. Za kilka godzin ma być rozpoczęcie roku szkolnego.
-Ech, do tej szkoły trzeba kupić tyle rzeczy-mruknąłem.-Stracę wszystkie pieniądze.
-Nie marudź-mruknęła Yumi kot.
Skierowałem się do sklepu papierniczego. Zakupiłem tam torbę, długopis, ołówek, zeszyty...-wszystko co będzie mi potrzebne. Szczerze mówiąc nie mam zamiaru zbyt pilnie się uczyć. To zajmuje zbyt dużo czasu, mam lepsze zajęcia. Tak czy inaczej niedługo powinienem już zbierać się do "wyjazdu". Kupiłem sobie napój w najbliższym sklepie i teleportowałem się na teren szkoły. W recepcji odebrałem kluczyk do swojego pokoju. Numer 156. Dobrze, że nie mam współlokatora, bo byłoby kiepsko. Oczywiście dla Yumi, dla mnie nie aż tak bardzo.
Udałem się pokoju, żeby się rozpakować. Jechałem windą. W pewnym momencie zatrzymała się i drzwi otworzyły się. Weszła przez nie różowowłosa dziewczyna. Wpadła prosto na mnie.
-Przepraszam...-jęknęła.
-To ja przepraszam. Tak na przyszłość, jestem Shun.-powiedziałem. Całkiem ładna ta dziewczyna...
Wysiadłem na 3 piętrze i poszedłem do swojego pokoju. Kiedy otworzyłem drzwi, Yumi błyskawicznie zeskoczyła mi z ramienia, w locie przemieniając się w ludzką postać.
-Wreszcie!-krzyknęła i wskoczyła na moje łóżko.
Otworzyłem plecak i zacząłem się rozpakowywać, nie zwracając uwagi na to, że Yumi skacze mi po łóżku i po meblach.
-Zachowujesz się jak 5-latka-podsumowałem jej zachowanie.
-Spróbuj przez cały dzień być w obcej skórze!-mruknęła oburzona.
-Myślałem, że to lubisz. Naprawdę zachowujesz się jak dziecko.
Uspokoiła się nieco i położyła się na łóżku. Kiedy wypakowałem książki i przybory poszedłem się przebrać w mundurek. Za kilka godzin ma być rozpoczęcie roku szkolnego.
Prolog Noritoshiego
- Noritoshi! Zatrzymaj się wreszcie!
Westchnąłem niezadowolony, ale w końcu się zatrzymałem.
- O co ci chodzi Ion?
- Masz się tam zachowywać, jasne?
- Tak, tak. Powtarzasz to już od godziny, kiedy tutaj jechaliśmy.
- I bez magii. Tam będą też ludzie. Nie możesz się zdradzić.
- Tak, tak, wiem. Powtarzasz to od rana.
- I bez...
- Tak, wiem! - krzyknąłem tracąc panowanie nad sobą. - Wszystko mi już powiedziałeś, więc daj mi wreszcie spokój i wracaj do mojego ojca.
- Ale...
- Żadnych ale idź już sobie. Ciesz się, że choć na jakiś czas będziesz miał ode mnie spokój.
Po tych słowach po prostu się odwróciłem i ruszyłem szybkim krokiem w kierunku akademii. Za plecami usłyszałem jeszcze tylko ciche prychnięcie mojego pomocnika, ale nie przejąłem się tym i po chwili usłyszałem oddalające się kroki Iona. Wracał zapewne do domu mojego ojca. Na wspomnienie o nim, cicho prychnąłem. Nie obchodziło go, że miałem już 713 lat i byłem bogiem nocy i magii, który doskonale kontrolował swoje moce. Nie, bo po co. Prawie mnie nie zauważał. a co dopiero mówić, że zdawał sobie sprawę z mojej potęgi. Postanowił mnie wysłać do ludzkiej szkoły. Znów prychnąłem niezadowolony, po czym przekroczyłem próg szkoły. Rozejrzałem się i zobaczyłem różowowłosą dziewczynę, która właśnie kierowała się w kierunku windy. Rozsiewała wokół siebie jakąś dziwną aurę i wszyscy chłopcy, którzy przechodzili obok niej, zatrzymywali się i oglądali za nią. Przez chwilę, ja również czułem to uczucie, ale szybko je od siebie odgoniłem. Popatrzyłem jak dziewczyna znika w windzie i po chwili uśmiechnąłem się półgębkiem. To promieniowanie nie było normalne i już wiedziałem z kim mam do czynienia. A więc nie byłem tutaj jedynym bogiem.
Z tą jakże przemiłą myślą podszedłem do recepcji i dostałem od kobiety za lada kluczyk do pokoju. Spojrzałem na numer. 57. Super. Moja ulubiona liczba. Poszedłem w kierunku windy i wszedłem do środka i pojechałem na swoje piętro. Doszedłem do pokoju, otworzyłem drzwi, zostawiłem swoje rzeczy na łóżku, po czym postanowiłem zejść na parter schodami i poobserwować przychodzących do akademiku ludzi. Będę się miał chociaż z kogo powyśmiewać.
Szybko więc ruszyłem przed siebie. Nie dotarłem jednak na parter. Zatrzymałem się w połowie drogi i zacząłem wpatrywać się w dziewczynę, która właśnie wchodziła po schodach. Miała rude, wręcz czerwone faliste włosy, luźno opadające jej na ramiona. Miała na sobie brązowe jeansy i ciemnozieloną bluzę, a na nogach brązowe terenowe buty. Przez ramie miała przewieszona solidną brązową skórzaną torbę a w ręce trzymała rączkę olbrzymiego kufra, który najwidoczniej miał już na swoim koncie wiele podróży. Jednak największe wrażenie zrobiły na mnie jej piękne, duże ciemnozielone oczy, którymi rozglądała się ciekawie wokół.
Uśmiechnąłem się w szelmowski sposób i podszedłem do nieznajomej i wyciągnąłem ku niej rękę.
- Może ci pomóc z tą walizką?
Dziewczyna spojrzała na mnie, po czym uśmiechnęła się, ale uniosła przy tym brwi do góry, co nadało jej twarzy drwiący wyraz.
- Nie dzięki. Poradzę sobie.
Z tymi słowami, uniosła kufer jakby to było piórko i spokojnie weszła na piętro, po czym rozejrzała się wokół.
- Nie wygodniej było windą? - zapytałem z drwiną patrząc bezpośrednio na nią.
Uniosła głowę i odwzajemniła moje spojrzenie, co nieco mnie zdziwiło. W większości przypadków inne istoty odwracały wzrok. Musiałem przyznać, że jej zachowanie sprawiło, że bardzo zainteresowałem się jej osóbką.
- Trochę wysiłku mi nie zaszkodzi - oznajmiła dziewczyna. - Poza tym, nie przepadam za zamkniętymi przestrzeniami.
- Więc jak ty tu wytrzymasz? - zapytałem wciąż się chytrze uśmiechając.
Słysząc moje pytanie dziewczyna uśmiechnęła się jeszcze szerzej niż poprzednio.
- Spadam przy pierwszej nadarzającej się okazji - oznajmiła przebiegle i po prostu nie byłem w stanie nie wyszczerzyć zębów w uśmiechu.
- Jakby co, to mnie poinformuj. Też chętnie się stąd wyrwę.
- Nie ma sprawy - odpowiedziała. - A tak w ogóle to jestem Chika - powiedziała wyciągając ku mnie rękę.
- Noritoshi - odparłem ściskając jej dłoń i poczułem przyjemny dreszcz który przeszedł mi po plecach. - Ale możesz mi mówić Moon.
Nie miałem pojęcia dlaczego pozwoliłem jej się tak do mnie zwracać. Tylko nieliczni mogli tak do mnie mówić, a reszta obrywała ode mnie z pięści. Chika była jednak tak intrygującą a przy tym sympatyczną osóbką, że po prostu nie mogłem postąpić inaczej.
- A więc do zobaczenia Moon - powiedziała łapiąc znów w rękę swoją walizkę i machając mi na pożegnanie.
- Na razie - powiedziałem opierając się o ściane i zakładając na nią nogę.
Patrzyłem jak dziewczyna oddala się ode mnie korytarzem, po czym wniknąłem w jej myśli.
- Zobaczymy czy jest wart tego, żebym go ze sobą zabrała podczas ucieczki.
Uśmiechnąłem się pod nosem i odpowiedziałem:
- Zdecydowanie.
Dziewczyna nagle zamarła i stała przez chwilę w miejscu, ale w końcu potrząsnęła głową i ruszyła dalej korytarzem. Patrzyłam jak znikała za drzwiami jednego z pokoi, wciąż uśmiechając się pod nosem. Miałem gdzieś to, że nie powinienem był kożystać ze swoich umiejętności. Może jednak okres spędzony tutaj nie będzie aż taki nudny, jak przypuszczałem...
Westchnąłem niezadowolony, ale w końcu się zatrzymałem.
- O co ci chodzi Ion?
- Masz się tam zachowywać, jasne?
- Tak, tak. Powtarzasz to już od godziny, kiedy tutaj jechaliśmy.
- I bez magii. Tam będą też ludzie. Nie możesz się zdradzić.
- Tak, tak, wiem. Powtarzasz to od rana.
- I bez...
- Tak, wiem! - krzyknąłem tracąc panowanie nad sobą. - Wszystko mi już powiedziałeś, więc daj mi wreszcie spokój i wracaj do mojego ojca.
- Ale...
- Żadnych ale idź już sobie. Ciesz się, że choć na jakiś czas będziesz miał ode mnie spokój.
Po tych słowach po prostu się odwróciłem i ruszyłem szybkim krokiem w kierunku akademii. Za plecami usłyszałem jeszcze tylko ciche prychnięcie mojego pomocnika, ale nie przejąłem się tym i po chwili usłyszałem oddalające się kroki Iona. Wracał zapewne do domu mojego ojca. Na wspomnienie o nim, cicho prychnąłem. Nie obchodziło go, że miałem już 713 lat i byłem bogiem nocy i magii, który doskonale kontrolował swoje moce. Nie, bo po co. Prawie mnie nie zauważał. a co dopiero mówić, że zdawał sobie sprawę z mojej potęgi. Postanowił mnie wysłać do ludzkiej szkoły. Znów prychnąłem niezadowolony, po czym przekroczyłem próg szkoły. Rozejrzałem się i zobaczyłem różowowłosą dziewczynę, która właśnie kierowała się w kierunku windy. Rozsiewała wokół siebie jakąś dziwną aurę i wszyscy chłopcy, którzy przechodzili obok niej, zatrzymywali się i oglądali za nią. Przez chwilę, ja również czułem to uczucie, ale szybko je od siebie odgoniłem. Popatrzyłem jak dziewczyna znika w windzie i po chwili uśmiechnąłem się półgębkiem. To promieniowanie nie było normalne i już wiedziałem z kim mam do czynienia. A więc nie byłem tutaj jedynym bogiem.
Z tą jakże przemiłą myślą podszedłem do recepcji i dostałem od kobiety za lada kluczyk do pokoju. Spojrzałem na numer. 57. Super. Moja ulubiona liczba. Poszedłem w kierunku windy i wszedłem do środka i pojechałem na swoje piętro. Doszedłem do pokoju, otworzyłem drzwi, zostawiłem swoje rzeczy na łóżku, po czym postanowiłem zejść na parter schodami i poobserwować przychodzących do akademiku ludzi. Będę się miał chociaż z kogo powyśmiewać.
Szybko więc ruszyłem przed siebie. Nie dotarłem jednak na parter. Zatrzymałem się w połowie drogi i zacząłem wpatrywać się w dziewczynę, która właśnie wchodziła po schodach. Miała rude, wręcz czerwone faliste włosy, luźno opadające jej na ramiona. Miała na sobie brązowe jeansy i ciemnozieloną bluzę, a na nogach brązowe terenowe buty. Przez ramie miała przewieszona solidną brązową skórzaną torbę a w ręce trzymała rączkę olbrzymiego kufra, który najwidoczniej miał już na swoim koncie wiele podróży. Jednak największe wrażenie zrobiły na mnie jej piękne, duże ciemnozielone oczy, którymi rozglądała się ciekawie wokół.
Uśmiechnąłem się w szelmowski sposób i podszedłem do nieznajomej i wyciągnąłem ku niej rękę.
- Może ci pomóc z tą walizką?
Dziewczyna spojrzała na mnie, po czym uśmiechnęła się, ale uniosła przy tym brwi do góry, co nadało jej twarzy drwiący wyraz.
- Nie dzięki. Poradzę sobie.
Z tymi słowami, uniosła kufer jakby to było piórko i spokojnie weszła na piętro, po czym rozejrzała się wokół.
- Nie wygodniej było windą? - zapytałem z drwiną patrząc bezpośrednio na nią.
Uniosła głowę i odwzajemniła moje spojrzenie, co nieco mnie zdziwiło. W większości przypadków inne istoty odwracały wzrok. Musiałem przyznać, że jej zachowanie sprawiło, że bardzo zainteresowałem się jej osóbką.
- Trochę wysiłku mi nie zaszkodzi - oznajmiła dziewczyna. - Poza tym, nie przepadam za zamkniętymi przestrzeniami.
- Więc jak ty tu wytrzymasz? - zapytałem wciąż się chytrze uśmiechając.
Słysząc moje pytanie dziewczyna uśmiechnęła się jeszcze szerzej niż poprzednio.
- Spadam przy pierwszej nadarzającej się okazji - oznajmiła przebiegle i po prostu nie byłem w stanie nie wyszczerzyć zębów w uśmiechu.
- Jakby co, to mnie poinformuj. Też chętnie się stąd wyrwę.
- Nie ma sprawy - odpowiedziała. - A tak w ogóle to jestem Chika - powiedziała wyciągając ku mnie rękę.
- Noritoshi - odparłem ściskając jej dłoń i poczułem przyjemny dreszcz który przeszedł mi po plecach. - Ale możesz mi mówić Moon.
Nie miałem pojęcia dlaczego pozwoliłem jej się tak do mnie zwracać. Tylko nieliczni mogli tak do mnie mówić, a reszta obrywała ode mnie z pięści. Chika była jednak tak intrygującą a przy tym sympatyczną osóbką, że po prostu nie mogłem postąpić inaczej.
- A więc do zobaczenia Moon - powiedziała łapiąc znów w rękę swoją walizkę i machając mi na pożegnanie.
- Na razie - powiedziałem opierając się o ściane i zakładając na nią nogę.
Patrzyłem jak dziewczyna oddala się ode mnie korytarzem, po czym wniknąłem w jej myśli.
- Zobaczymy czy jest wart tego, żebym go ze sobą zabrała podczas ucieczki.
Uśmiechnąłem się pod nosem i odpowiedziałem:
- Zdecydowanie.
Dziewczyna nagle zamarła i stała przez chwilę w miejscu, ale w końcu potrząsnęła głową i ruszyła dalej korytarzem. Patrzyłam jak znikała za drzwiami jednego z pokoi, wciąż uśmiechając się pod nosem. Miałem gdzieś to, że nie powinienem był kożystać ze swoich umiejętności. Może jednak okres spędzony tutaj nie będzie aż taki nudny, jak przypuszczałem...
Prolog Aoi
-Śliczneeeeeee!- zawołałam uradowana gdy wyszliśmy na ulice miasta.
Wszystko dookoła było takie piękne! Ludzie, wystawy sklepowe, morze, którego szum słyszałam w oddali, ba nawet samochody wydawały się przepiękne.
-Księżniczko Aoi, zwracasz na siebie za dużą uwagę!- mój strażnik, który miał za zadanie doprowadzić mnie do szkoły był wyraźnie poirytowany
-Pierwszy raz odkąd się obudziłam wyszłam z zamku do ludzi, tak wiele się zmieniło!
-Widziałaś przecież jak zmieniał się ten świat dzięki kryształowej rafie!
-Widzieć na własne oczy to zupełnie co innego!- odparłam naburmuszona
-Tak, tak, chodźmy do twojej nowej szkoły- i poszedł przodem
Nie lubiłam gdy się mnie traktowało w taki sposób. Jednak nie mogłam narzekać. Pierwszy raz od dwustu lat mogłam wyjść z zamku! Ba! jeszcze lepiej zostałam zapisana do ludzkiej szkoły gdzie mogłam się zrehabilitować po latach życia w zamknięciu. Byliśmy już coraz bliżej, aż w końcu moim oczom ukazał się wspaniały budynek - Akademia. Widziałam w swoim długim życiu wiele wspaniałych budowli wzniesionych przez elfów, bogów i innych jednak ludzie zawsze mnie zaskakiwali. Udaliśmy się w stronę internetu, po drodze widziałam paru uczniów. Większość miało już na sobie mundurki.
Chwilę później stałam pod drzwiami prowadzącymi do internatu. Odprawiłam strażnika twierdząc, że sobie poradzę. Jednak gdy weszłam do środka wszystko mnie przytłoczyło. Byłam pierwszy raz sama wśród przedstawicieli innego gatunku! To oczywiste, że sobie nie poradzę!- pomyślałam zgorączkowana. Jednak po chwili zauważyłam recepcję. Podeszłam powoli do stojącej za ladą kobiety.
-Przepraszam- zaczęłam- Nazywam się Undine Aoi i...- nie zdążyłam dokończyć, bo recepcjonistka mi przerwała
-Oczywiście, czekaliśmy na panienkę, pokój numer 179- powiedziała dając mi odpowiedni klucz
Może ten nadchodzący rok szkolny nie będzie taki zły?
Prolog Iori
Słońce znosiło się leniwie na niebie, a przez słabo oświetloną ulice, szedł wysoki mężczyzna. W ręku trzymał szarą teczkę. Ja w tym czasie kuliłem się na dachu jednego z wieżowców. Zacisnąłem ręcę na karabinie snajperskim, poczym nacisnąłem na spust. Miniaturowy pocisk trafił w głowę wysokiego mężczyzny, Po chwili zeskoczyłem z dachu i odebrałem mu szarą teczkę. Oczy mężczyzny powoli się zamykały, ale zdążył powiedzieć:
-Mogłeś po prostu poprosić o tą teczkę. Ale nie, to by uraziło twą dumę.
W tym momęcie mężczyzna zamknął oczy. Klęknęłem obok niego, Może ma rację. Może szczelanie w ludzi usypiającymi pociskami jest dostrzegane za... dziwne? Szkoda, bo inaczej nie potrafię. Otworzyłem teczkę. Pisał tam adres akademii do której się przepisałem. Tak naprawdę, przepisałem się tam z polecenia Rin. Chciała, bym przestał odizolowywać się. Aby pozwolić innym się do mnie zbliżyć, najpierw powinienem siebie samego zaakceptować. Tak powiedziała by mi Rin. Gdyby jeszcze istniała.
W końcu znalazłem się na terenie Akademii. Wprost wspaniale!
-Wygrałaś Rin! Teraz jestem skazany na naukę! Tego chciałaś, nieprawdaż?!- Krzyknąłem, wpatrując się w niebo. Jedno jest pewne: Ten rok będzie...inny.
-Mogłeś po prostu poprosić o tą teczkę. Ale nie, to by uraziło twą dumę.
W tym momęcie mężczyzna zamknął oczy. Klęknęłem obok niego, Może ma rację. Może szczelanie w ludzi usypiającymi pociskami jest dostrzegane za... dziwne? Szkoda, bo inaczej nie potrafię. Otworzyłem teczkę. Pisał tam adres akademii do której się przepisałem. Tak naprawdę, przepisałem się tam z polecenia Rin. Chciała, bym przestał odizolowywać się. Aby pozwolić innym się do mnie zbliżyć, najpierw powinienem siebie samego zaakceptować. Tak powiedziała by mi Rin. Gdyby jeszcze istniała.
W końcu znalazłem się na terenie Akademii. Wprost wspaniale!
-Wygrałaś Rin! Teraz jestem skazany na naukę! Tego chciałaś, nieprawdaż?!- Krzyknąłem, wpatrując się w niebo. Jedno jest pewne: Ten rok będzie...inny.
Prolog Chiki
Siedziałam sobie właśnie w autobusie i wpatrywałam się w krajobraz za oknem, gdy usłyszałam pisk opon. Zdjęłam słuchawki z uszu i wychyliłam się w kierunku przejścia. Zobaczyłam, że drzwi się otwierają, więc szybko chwyciłam za rączkę walizki i wyskoczyłam z autobusu. Zaraz za mną zamknęły się drzwi i pojazd odjechał. Poprawiłam pasek od torby na ramieniu, po czym włożłam słuchawki do uszu. Nic się jednak nie odtwarzało. Zdziwiona sięgnęłam po MP3 i zamarłam łapiąc w rękę tylko końcówkę kabla. Rozejrzałam się wokół a nie napotykając wzrokiem znajomego krztałtu przeklęłam się w duchu. Odtwarzacz musiał mi wypaćś, kiedy wysiadalam z autobusu. Rany... Dlaczego ja zawsze muszę mieć takiego pecha?
Westchnęłam zrezygnowana, po czym rozejrzałam się. Znalazłam odpowiednią ulicę i w nią sręciłam. Po przejściu kilku przecznic skręciłam raz, potem drugi i trzeci i zanim zdążyłam się kompletnie zgubić doszłam na miejsce. Stanęłam jak wryta wpatrując się w olbrzymi budynek przede mną. Akademia. Miejsce w którym miałam spędzić najbliższy rok nauki. Westchnęłam, po czym odruchowo zacząłam pocierać w dłoniach swój naszyjnik.
- Raz kozie śmierć - wyszeptałam, po czym pewnym krokiem ruszyłam ku bramie szkoły powtarzając w głowie wszystkie wydażenia, które doprowadziły mnie do tego miejsca.
Zaczęło się w zeszłym miesiącu. Moi rodzice jak zwykle wyjechali, a ja wyjątkowo nie wybrałam się z nimi. Od małego podróżowałam razem z nimi po całym świecie, nigdzie nie zagrzewając miejsca dłużej niż przez kilka miesięcy. Ale tą podróż rodzice chcieli odbyć sami. Doszli również do wniosku, że choć przez rok powinnam pobierać regularną naukę. Do tej pory wszystkiego uczyli mnie moi opiekunowie. Ale teraz chcieli, bym lepiej poznała ludzi w moim wieku i nauczyła się zdobywać przyjaciół. Tak więc byłam na miejscu. To będzie niesamowity rok...
Westchnęłam zrezygnowana, po czym rozejrzałam się. Znalazłam odpowiednią ulicę i w nią sręciłam. Po przejściu kilku przecznic skręciłam raz, potem drugi i trzeci i zanim zdążyłam się kompletnie zgubić doszłam na miejsce. Stanęłam jak wryta wpatrując się w olbrzymi budynek przede mną. Akademia. Miejsce w którym miałam spędzić najbliższy rok nauki. Westchnęłam, po czym odruchowo zacząłam pocierać w dłoniach swój naszyjnik.
- Raz kozie śmierć - wyszeptałam, po czym pewnym krokiem ruszyłam ku bramie szkoły powtarzając w głowie wszystkie wydażenia, które doprowadziły mnie do tego miejsca.
Zaczęło się w zeszłym miesiącu. Moi rodzice jak zwykle wyjechali, a ja wyjątkowo nie wybrałam się z nimi. Od małego podróżowałam razem z nimi po całym świecie, nigdzie nie zagrzewając miejsca dłużej niż przez kilka miesięcy. Ale tą podróż rodzice chcieli odbyć sami. Doszli również do wniosku, że choć przez rok powinnam pobierać regularną naukę. Do tej pory wszystkiego uczyli mnie moi opiekunowie. Ale teraz chcieli, bym lepiej poznała ludzi w moim wieku i nauczyła się zdobywać przyjaciół. Tak więc byłam na miejscu. To będzie niesamowity rok...
Prolog Yui
Jak zwykle gdy się obudziłam, nie chciało mi się wstawać. Po chwili zauważyłam że moja kołdra osuwa się ze mnie. O co chodzi?-pomyślałam. Ach...znowu ta lewitacja. Zapomniałam że się unoszę. Muszę się opanować. Wdech...wydech...wdech....wydech. Gdzie mój inhalator? Stoi na biurku. Na szczęście. Użyłam lekarstwa po czym chwyciłam za walizkę i wyszłam. Od dziecka miałam astmę. Męczyła mnie okropnie...Szczerze mówiąc jak tak dalej nie będę się kontrolowała to w tym akademiku, do którego się udaję, poznają że jestem bogiem. Muszę udawać że jestem normalna. Taki tam człowiek. Ech...nie dam rady. No cóż raz się żyje, co? Kiedy stanęłam na progu mojego domu, od razu znaleźli się tam natrętni zalotnicy.
-Yui-chan!
-Yuuui...!
-Panienko Yui.
-Precz! Precz!-krzyczałam-Nie zniosę tego, że znajomości zaczynacie od słów "kochana", "panienka"!
Po chwili wyciągnęłam swój łuk, który zawsze przy sobie noszę i wycelowałam w jednego z zalotników.
-I co?! Dalej takiś cwany, co?! Hę!?-była oburzona, wręcz obrzydzona tym całym "pajacowaniem".
Może i jestem boginią miłości...ale niech nie zapominają że też boginią wojny! Byle kto nie może się ze mną przyjaźnić. Chłopaków wybieram skrupulatnie. Na samym początku patrzę na zachowanie. Potem na wygląd. Na samym końcu sprawdzam czy też mnie lubi. To cały plan. Mam nadzieję że w moje 300-setne urodziny znajdę kogoś bliskiego mojemu sercu.
-Yui-chan!
-Yuuui...!
-Panienko Yui.
-Precz! Precz!-krzyczałam-Nie zniosę tego, że znajomości zaczynacie od słów "kochana", "panienka"!
Po chwili wyciągnęłam swój łuk, który zawsze przy sobie noszę i wycelowałam w jednego z zalotników.
-I co?! Dalej takiś cwany, co?! Hę!?-była oburzona, wręcz obrzydzona tym całym "pajacowaniem".
Może i jestem boginią miłości...ale niech nie zapominają że też boginią wojny! Byle kto nie może się ze mną przyjaźnić. Chłopaków wybieram skrupulatnie. Na samym początku patrzę na zachowanie. Potem na wygląd. Na samym końcu sprawdzam czy też mnie lubi. To cały plan. Mam nadzieję że w moje 300-setne urodziny znajdę kogoś bliskiego mojemu sercu.
***
Było ciemno. Po zakupieniu potrzebnych mi rzeczy ruszyłam do akademii. Pewnie czeka mnie tam wiele przygód. Mam nadzieję...-Zmęczona podrapałam się po głowie głośno przy tym ziewając. W końcu po 5 minutach byłam już na miejscu. Jestem!-powiedziałam do siebie. Nagle zauważyłam że recepcjonistka się na mnie dziwnie gapi. Po chwili zorientowałam się że powiedziałam to bardzo głośno.
-Tsurimi Yui, tak?-powiedziała staruszka
-Tak, to ja.-powiedziałam
-Pokój numer 157. Proszę oto pani klucz.-powiedziała
-Dziękuję. Czy może mi pani powiedzieć kto jest moim sąsiadem, sąsiadką?-chciałam się dowiedzieć
-Tak, oczywiście. Pokój numer 156...Takei Shun, a i jeszcze ma pani współlokatorkę. To jest Kasai Marika.
-Dziękuję-uśmiechnęłam się i odeszłam.
Współlokatorka...super! Sąsiad płci męskiej, jeszcze lepiej! Tanecznym krokiem ruszyłam ku windzie. Nawet nie patrzyłam się gdzie idę. Zamknęłam oczy i poniosłam się wodzom fantazji. Kiedy otworzyły się przede mną drzwi od razu weszłam do windy. Niestety zderzyłam się z kimś.
-Przepra...-łał co za chłopak-...szam
-To ja przepraszam. Tak na przyszłość, jestem Shun.-powiedział i poszedł, wyglądał jakby zaraz mu serce wyskoczyło.
To o nim mówiła recepcjonistka. To ten Shun! Już go lubię. Opanuj się Yui!-mówiłam do siebie-Zaraz i tobie wyskoczy serce wiesz?!
***
Oczarowana leżałam na swoim łóżku. Czy naprawdę to może być mój jedyny. Nigdy czegoś takiego nie czułam. Jego włosy tak błyszczały w świetle słońca. No cóż może go jeszcze spotkam...Tylko ja jestem boginią a on wygląda mi na zwykłego 17-letniego człowieka emo. Długo tak leżałam rozmyślając. Mojej współlokatorki, choć była już 20, wciąż nie było. Kiedy raczy się zjawić? Nie wiem. Poszłam się umyć i przygotować sukienkę na jutro, bo odbywał się bal, Kiedy już leżałam w łóżku ciągle przypominałam sobie tego chłopaka.
-Takei Shun...
Subskrybuj:
Posty (Atom)