Kiedy słońce wstało z samego rana, ja jeszcze nie spałem. Mhm... Jeszcze. Nienawidziłem spać w nocy. Zawsze wtedy byłem najbardziej produktywny, a odsypiać wolałem w dzień. Niestety przez mojego głupiego ojca będę się musiał przestawić na dzienny tryb życia. Koszmar. Noc była zdecydowanie lepsza.
Z grymasem niezadowolenia na twarzy zszedłem z parapetu, na którym dotychczas siedziałem i ruszyłem w kierunku łazienki. Szybko się umyłem, po czym moje kroki skierowały się do szafy.
- A niech to...
W szafie leżały tylko i wyłącznie mundurki, które zapewne mieliśmy tutaj nosić. Spojrzałem na ciuchy krytycznym wzrokiem, po czym z niesmakiem zamknąłem drzwi szafy, postanawiając sobie, że więcej ich nie otworzę. Założyłem swój klasyczny strój, czyli czarne jeansy, granatową koszulkę, a na to wszystko czarno-granatową skórzaną kurtkę, po czym spojrzałem na zegarek. Za kilka minut powinniśmy być w sali głównej. Z niezadowoloną miną wyszedłem z pokoju, włożyłem ręce do kieszeni i udałem się w schodami w kierunku parteru, gdzie zderzyłem się z pewną blondwłosą dziewczyną.
- Uważaj jak łazisz - warknąłem na nią, a ona spojrzała na mnie najpierw ze zdumieniem, a chwilę później otworzyła szeroko zarówno usta jak i oczy.
- O rany... - jęknęła - Ale z ciebie ciacho... Może się umówimy? - zaproponowała z uroczym uśmieszkiem na ustach.
Przyjrzałem się dziewczynie krytycznie. Blond włosy, niebieskie oczy, różowe kwiaty we włosach. Wyglądała jak typowa księżniczka. Ale musiałem przyznać, że jej bezpośredniość mnie zaintrygowała. Przyjrzałem się uważnie nastolatce i zapytałem:
- Jak się nazywasz?
- Yuri Furukawa - odpowiedziała z podnieceniem.
- Noritoshi - przedstawiłem się.
Niemal w tej samej chwili blondynka wyciągnęła do mnie rękę, a ja ją uścisnąłem, na co popatrzyła na mnie karcąco.
- Nie ściskaj mi dłoni, tylko ją ucałuj - pouczyła, widząc moją skonsternowaną minę.
Słysząc te słowa, nie byłem w stanie się powstrzymać i wybuchnąłem śmiechem.
- Sama się pocałuj, księżniczko. I przy okazji sprawdź, czy ktoś sobie nie poszedł.
- Ale niby kto? - zapytała, patrząc na niego marszcząc brwi.
- Twoja głowa - odparłem.
Zobaczyłem zdumioną minę dziewczyny, po czym odwróciłem się wciąż zanosząc się śmiechem i skierowałem się w kierunku sali głównej. Na odchodnym, spojrzałem jeszcze w myśli Yuri.
- Myśli, że mnie tym urazi? A w życiu. Jeszcze będzie mój. Nie pozwoliłabym żeby takie ciacho uciekło mi sprzed nosa. Zresztą, żaden z tutejszych facetów mi nie ucieknie i każdy w końcu mi ulegnie.
Słysząc to, uśmiechnąłem się kpiąco. Powodzenia księżniczko. Ty jeszcze nie wiesz, że mamy tu samą boginię miłości. Na pewno, nie zdobędzie, żadnego chłopaka tak łatwo. No chyba, że będzie wyjątkowo naiwny.
Do sali głównej doszedłem już w dużo lepszym nastroju niż z samego ranka. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, a widząc tłum ludzi, niemal natychmiast się zniechęciłem i już miałem zamiar wracać do swojego pokoju, gdy nagle, moje bystre oczy, nawykłe do ciemności, dostrzegły czerwoną czuprynę, której właściciela stała pod jedną ze ścian. Na mojej twarzy pojawił się przebiegły uśmiech. Rozejrzałem się, aż w końcu wypatrzyłem jakiś pusty, ciemny kąt. Podszedłem do niego i stanąłem w cieniu. Zanim jeszcze zdążyłem tak naprawdę pomyśleć już byłem po przeciwnej stronie sali, w cieniu, zaledwie metr od dziewczyny. Uśmiechnąłem się przebiegle i oparłem się niedbale o ścianę, po czym powiedziałem:
- Znowu się spotykamy.
Kiedy usłyszałam mój głos, pisnęła zaskoczona, na co zareagowałem śmiechem, za co Chika walnęła mnie dłonią w ramię i zapytała:
- Jak ty się tutaj znalazłeś, Moon?
- Mam swoje sposoby - odparłem z cwanym uśmieszkiem, na co czerwonowłosa tylko przewróciła oczami.
Mimo, że wydawała się być nieco zirytowana, w jej oczach czaiły się wesołe iskierki, co natychmiast zauważyłem i uśmiechnąłem się pod nosem
- Czemu nie jesteś w mundurku? - zapytałem.
Chika zlustrowała mnie spojrzeniem swoich zielonych oczu i uniosła znacząco brwi.
- Mogłabym cię zapytać o to samo - odpowiedziała zakładając ręce na piersi.
- Ja zapytałem pierwszy - odpowiedziałem wciąż się uśmiechając.
Kiedy moje słowa dotarły do uszu nastolatki, ta prychnęła cicho, a ja patrzyłem na to z rozbawieniem.
- Ale jesteś dziecinny - prychnęła, ale w końcu odpowiedziała - Nie przywykłam ani do noszenia sukienek, ani spódnic i nie mam zamiary tego zmieniać.
- Więc w co ubierzesz się na dzisiejszy bal? - zapytałem.
- Bal? - zapytała patrząc na mnie ze zdziwieniem - Jaki bal?
- Dzisiaj wieczorem. Dyrektorka uważa, że powinniśmy się "zintegrować" - odpowiedziałam, gestykulując znacząco rękami.
- Skąd to wiesz? - zapytała mnie wciąż zdumiona.
- Mam swoje sposoby - odparłem przebiegle, na co dziewczyna znowu prychnęła.
- Idiota - wyszeptała w myślach.
- Słyszałem - odpowiedziałem, z niemałym rozbawieniem.
Chika zamarła na parę sekund, a ja w tym czasie postanowiłem zniknąć. Wiedziałem, że zaraz zacznie zadawać pytania, a ja nie chciałem jej okłamywać. Poza tym, kątem oka dostrzegłem, że dyrektorka już ruszała w kierunku mównicy, więc zapewne zaraz rozpocznie się apel. Szybko wycofałem się w cień, po czym przeniosłem się na korytarz i ruszyłem do swojego pokoju. Miałem gdzieś tą całą gadaninę. Byłem śpiący i zdecydowanie nie miałem cierpliwości do wysłuchiwania przemówień.
Po paru minutach dotarłem do swojego pokoju i rzuciłem się na łóżko. Rozmyślałem przez chwilę o Chice. Wiedziałem, że nie powinienem był używać wobec niej swoich mocy. W ogóle, nie powinienem używać swoich mocy... Ale tak prawdę mówiąc, miałem to gdzieś. Z mocami, życie było dużo ciekawsze niż normalnie. Gdyby nie to, nie zaskoczyłbym przecież Chiki informacją o balu, o którym wczorajszego wieczora rozmawiali nauczyciele.
Przeciągnąłem się na łóżku, czując jak oczy powoli mi się zamykają. Nakryłem się kołdrą i położyłem głowę na poduszce, a już po chwili zapadłem w twardy sen.
***
Kiedy się obudziłem, na dworze było już ciemno. Przetarłem zaspane oczy i ziewnąłem szeroko. Ta drzemka była bardzo przyjemna. Wstałem z łóżka i rozprostowałem nogi, po czym zdecydowałem się przejść po ośrodku. Krążyłem korytarzami przez kilka minut zastanawiając się, czy nie zejść na imprezę, ale w końcu postanowiłem to sobie darować i zamiast tego wszedłem na dach.
Kiedy znalazłem się na miejscu, chłodny wiatr owiał mi twarz, a ja z lekkim uśmiechem i zamkniętymi oczami wystawiłem twarz w kierunku księżyca. Stałem tak, przez dość długi czas, gdy nagle do mich uszu dobiegł cichy jęk. Otworzyłem oczy i rozejrzałem się po dachu, gdy nagle dostrzegłem zarys ludzkiej sylwetki. Marszcząc ze zdumieniem brwi ruszyłem w tamtym kierunku, a kiedy dotarłem na miejsce, aż stanąłem ze zdumienia. Powodem była czerwonowłosa osóbka, która opierała się o komin z zamkniętymi oczami i najprawdopodobniej spała. Popatrzyłem na dziewczynę z politowaniem, ale w końcu ruszyłem się z miejsca i do niej podszedłem. Przerzuciłem sobie jej torbę przez ramię, po czym wziąłem ją na ręce. Była lekka jak piórko. Jej włosy lekko załaskotały mnie w twarz, kiedy wiatr powiał lekko w moim kierunku. Wciągnąłem w nozdrza jej zamach. Pachniała lasem i wodą, ziemią i powietrzem. Wolnością. Westchnąłem z zadowoleniem i z lekkim uśmiechem spojrzałem na twarz pogrążonej w śnie dziewczyny. Trwałem tak przez chwilę nieruchomo, w końcu jednak się otrząsnąłem i postanowiłem zanieść dziewczynę do pokoju.
Kiedy wreszcie stanąłem przed odpowiednimi drzwiami, pojawił się problem. Miałem zajęte obie ręce i nie miałem jak zapukać. W końcu jednak zdecydowałem się stuknąć w drzwi nogą. Po chwili drzwi się otworzyły i moim oczom ukazała się dziewczyna o sympatycznej twarzy i popatrzyła na mnie, marszcząc ze zdumieniem brwi. Jak się domyśliłem, była to współlokatorka Chiki.
Dziewczyna już po chwili dostrzegła czerwonowłosą w moich ramionach i otworzyła szeroko oczy.
- Co się stało? - zapytała przejęta - Nic jej nie jest?
- Nie martw się, nic jej nie jest. Znalazłem ją śpiącą na dachu i postanowiłem przynieść do pokoju - odparłem uspokajająco - Które to jej łóżko? - zapytałem, a nastolatka wskazała mi odpowiednie posłanie.
Kiedy położyłem Chikę na łóżku, zorientowałem się, że zielonooka ma w niektórych miejscach zdartą z rąk skórę. Pokręciłem głową z niedowierzaniem, po czym wyjąłem z torby śpiącej opatrunki i założyłem ja na jej ręce. Kiedy już było po sprawie, przykryłem dziewczynę kołdrą, położyłem jej torbę przy łóżku i wstałem, po czym się odwróciłem. Dopiero wtedy zauważyłem, że nie jestem jedynym chłopakiem w pokoju. Na drugim łóżku siedział nastolatek wyjątkowo podobny do współlokatorki Chiki. Przyjrzałem się najpierw jemu a potem tamtej dziewczynie. Zapewne rodzeństwo.
Zanim zdążyłem się odezwać chłopak zapytał:
- Zamierzasz tu zostać?
Zmrużyłem gniewnie oczy słysząc jego słowa.
- A co jeśli odpowiem, że tak?
- Zobaczy się - odpowiedział tamten, na co znów spojrzałem na niego wilkiem.
Ostentacyjnie otworzyłem okno na oścież i usiadłem na parapecie, z jedną nogą w pokoju, a drugą na zewnątrz.
- Nie mam zamiaru się stąd ruszać - odparłem wyzywająco.
Nastolatek zmierzył mnie uważnym spojrzeniem na co odpowiedziałem mu tym samym. Przez chwilę wpatrywaliśmy się w siebie, po czym w końcu odwrócił się do swojej siostry i zaczął z nią dyskutować, całkowicie mnie ignorując. Uśmiechnąłem się drwiąco pod nosem. To może być ciekawy wieczór...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Noritoshi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Noritoshi. Pokaż wszystkie posty
Prolog Noritoshiego
- Noritoshi! Zatrzymaj się wreszcie!
Westchnąłem niezadowolony, ale w końcu się zatrzymałem.
- O co ci chodzi Ion?
- Masz się tam zachowywać, jasne?
- Tak, tak. Powtarzasz to już od godziny, kiedy tutaj jechaliśmy.
- I bez magii. Tam będą też ludzie. Nie możesz się zdradzić.
- Tak, tak, wiem. Powtarzasz to od rana.
- I bez...
- Tak, wiem! - krzyknąłem tracąc panowanie nad sobą. - Wszystko mi już powiedziałeś, więc daj mi wreszcie spokój i wracaj do mojego ojca.
- Ale...
- Żadnych ale idź już sobie. Ciesz się, że choć na jakiś czas będziesz miał ode mnie spokój.
Po tych słowach po prostu się odwróciłem i ruszyłem szybkim krokiem w kierunku akademii. Za plecami usłyszałem jeszcze tylko ciche prychnięcie mojego pomocnika, ale nie przejąłem się tym i po chwili usłyszałem oddalające się kroki Iona. Wracał zapewne do domu mojego ojca. Na wspomnienie o nim, cicho prychnąłem. Nie obchodziło go, że miałem już 713 lat i byłem bogiem nocy i magii, który doskonale kontrolował swoje moce. Nie, bo po co. Prawie mnie nie zauważał. a co dopiero mówić, że zdawał sobie sprawę z mojej potęgi. Postanowił mnie wysłać do ludzkiej szkoły. Znów prychnąłem niezadowolony, po czym przekroczyłem próg szkoły. Rozejrzałem się i zobaczyłem różowowłosą dziewczynę, która właśnie kierowała się w kierunku windy. Rozsiewała wokół siebie jakąś dziwną aurę i wszyscy chłopcy, którzy przechodzili obok niej, zatrzymywali się i oglądali za nią. Przez chwilę, ja również czułem to uczucie, ale szybko je od siebie odgoniłem. Popatrzyłem jak dziewczyna znika w windzie i po chwili uśmiechnąłem się półgębkiem. To promieniowanie nie było normalne i już wiedziałem z kim mam do czynienia. A więc nie byłem tutaj jedynym bogiem.
Z tą jakże przemiłą myślą podszedłem do recepcji i dostałem od kobiety za lada kluczyk do pokoju. Spojrzałem na numer. 57. Super. Moja ulubiona liczba. Poszedłem w kierunku windy i wszedłem do środka i pojechałem na swoje piętro. Doszedłem do pokoju, otworzyłem drzwi, zostawiłem swoje rzeczy na łóżku, po czym postanowiłem zejść na parter schodami i poobserwować przychodzących do akademiku ludzi. Będę się miał chociaż z kogo powyśmiewać.
Szybko więc ruszyłem przed siebie. Nie dotarłem jednak na parter. Zatrzymałem się w połowie drogi i zacząłem wpatrywać się w dziewczynę, która właśnie wchodziła po schodach. Miała rude, wręcz czerwone faliste włosy, luźno opadające jej na ramiona. Miała na sobie brązowe jeansy i ciemnozieloną bluzę, a na nogach brązowe terenowe buty. Przez ramie miała przewieszona solidną brązową skórzaną torbę a w ręce trzymała rączkę olbrzymiego kufra, który najwidoczniej miał już na swoim koncie wiele podróży. Jednak największe wrażenie zrobiły na mnie jej piękne, duże ciemnozielone oczy, którymi rozglądała się ciekawie wokół.
Uśmiechnąłem się w szelmowski sposób i podszedłem do nieznajomej i wyciągnąłem ku niej rękę.
- Może ci pomóc z tą walizką?
Dziewczyna spojrzała na mnie, po czym uśmiechnęła się, ale uniosła przy tym brwi do góry, co nadało jej twarzy drwiący wyraz.
- Nie dzięki. Poradzę sobie.
Z tymi słowami, uniosła kufer jakby to było piórko i spokojnie weszła na piętro, po czym rozejrzała się wokół.
- Nie wygodniej było windą? - zapytałem z drwiną patrząc bezpośrednio na nią.
Uniosła głowę i odwzajemniła moje spojrzenie, co nieco mnie zdziwiło. W większości przypadków inne istoty odwracały wzrok. Musiałem przyznać, że jej zachowanie sprawiło, że bardzo zainteresowałem się jej osóbką.
- Trochę wysiłku mi nie zaszkodzi - oznajmiła dziewczyna. - Poza tym, nie przepadam za zamkniętymi przestrzeniami.
- Więc jak ty tu wytrzymasz? - zapytałem wciąż się chytrze uśmiechając.
Słysząc moje pytanie dziewczyna uśmiechnęła się jeszcze szerzej niż poprzednio.
- Spadam przy pierwszej nadarzającej się okazji - oznajmiła przebiegle i po prostu nie byłem w stanie nie wyszczerzyć zębów w uśmiechu.
- Jakby co, to mnie poinformuj. Też chętnie się stąd wyrwę.
- Nie ma sprawy - odpowiedziała. - A tak w ogóle to jestem Chika - powiedziała wyciągając ku mnie rękę.
- Noritoshi - odparłem ściskając jej dłoń i poczułem przyjemny dreszcz który przeszedł mi po plecach. - Ale możesz mi mówić Moon.
Nie miałem pojęcia dlaczego pozwoliłem jej się tak do mnie zwracać. Tylko nieliczni mogli tak do mnie mówić, a reszta obrywała ode mnie z pięści. Chika była jednak tak intrygującą a przy tym sympatyczną osóbką, że po prostu nie mogłem postąpić inaczej.
- A więc do zobaczenia Moon - powiedziała łapiąc znów w rękę swoją walizkę i machając mi na pożegnanie.
- Na razie - powiedziałem opierając się o ściane i zakładając na nią nogę.
Patrzyłem jak dziewczyna oddala się ode mnie korytarzem, po czym wniknąłem w jej myśli.
- Zobaczymy czy jest wart tego, żebym go ze sobą zabrała podczas ucieczki.
Uśmiechnąłem się pod nosem i odpowiedziałem:
- Zdecydowanie.
Dziewczyna nagle zamarła i stała przez chwilę w miejscu, ale w końcu potrząsnęła głową i ruszyła dalej korytarzem. Patrzyłam jak znikała za drzwiami jednego z pokoi, wciąż uśmiechając się pod nosem. Miałem gdzieś to, że nie powinienem był kożystać ze swoich umiejętności. Może jednak okres spędzony tutaj nie będzie aż taki nudny, jak przypuszczałem...
Westchnąłem niezadowolony, ale w końcu się zatrzymałem.
- O co ci chodzi Ion?
- Masz się tam zachowywać, jasne?
- Tak, tak. Powtarzasz to już od godziny, kiedy tutaj jechaliśmy.
- I bez magii. Tam będą też ludzie. Nie możesz się zdradzić.
- Tak, tak, wiem. Powtarzasz to od rana.
- I bez...
- Tak, wiem! - krzyknąłem tracąc panowanie nad sobą. - Wszystko mi już powiedziałeś, więc daj mi wreszcie spokój i wracaj do mojego ojca.
- Ale...
- Żadnych ale idź już sobie. Ciesz się, że choć na jakiś czas będziesz miał ode mnie spokój.
Po tych słowach po prostu się odwróciłem i ruszyłem szybkim krokiem w kierunku akademii. Za plecami usłyszałem jeszcze tylko ciche prychnięcie mojego pomocnika, ale nie przejąłem się tym i po chwili usłyszałem oddalające się kroki Iona. Wracał zapewne do domu mojego ojca. Na wspomnienie o nim, cicho prychnąłem. Nie obchodziło go, że miałem już 713 lat i byłem bogiem nocy i magii, który doskonale kontrolował swoje moce. Nie, bo po co. Prawie mnie nie zauważał. a co dopiero mówić, że zdawał sobie sprawę z mojej potęgi. Postanowił mnie wysłać do ludzkiej szkoły. Znów prychnąłem niezadowolony, po czym przekroczyłem próg szkoły. Rozejrzałem się i zobaczyłem różowowłosą dziewczynę, która właśnie kierowała się w kierunku windy. Rozsiewała wokół siebie jakąś dziwną aurę i wszyscy chłopcy, którzy przechodzili obok niej, zatrzymywali się i oglądali za nią. Przez chwilę, ja również czułem to uczucie, ale szybko je od siebie odgoniłem. Popatrzyłem jak dziewczyna znika w windzie i po chwili uśmiechnąłem się półgębkiem. To promieniowanie nie było normalne i już wiedziałem z kim mam do czynienia. A więc nie byłem tutaj jedynym bogiem.
Z tą jakże przemiłą myślą podszedłem do recepcji i dostałem od kobiety za lada kluczyk do pokoju. Spojrzałem na numer. 57. Super. Moja ulubiona liczba. Poszedłem w kierunku windy i wszedłem do środka i pojechałem na swoje piętro. Doszedłem do pokoju, otworzyłem drzwi, zostawiłem swoje rzeczy na łóżku, po czym postanowiłem zejść na parter schodami i poobserwować przychodzących do akademiku ludzi. Będę się miał chociaż z kogo powyśmiewać.
Szybko więc ruszyłem przed siebie. Nie dotarłem jednak na parter. Zatrzymałem się w połowie drogi i zacząłem wpatrywać się w dziewczynę, która właśnie wchodziła po schodach. Miała rude, wręcz czerwone faliste włosy, luźno opadające jej na ramiona. Miała na sobie brązowe jeansy i ciemnozieloną bluzę, a na nogach brązowe terenowe buty. Przez ramie miała przewieszona solidną brązową skórzaną torbę a w ręce trzymała rączkę olbrzymiego kufra, który najwidoczniej miał już na swoim koncie wiele podróży. Jednak największe wrażenie zrobiły na mnie jej piękne, duże ciemnozielone oczy, którymi rozglądała się ciekawie wokół.
Uśmiechnąłem się w szelmowski sposób i podszedłem do nieznajomej i wyciągnąłem ku niej rękę.
- Może ci pomóc z tą walizką?
Dziewczyna spojrzała na mnie, po czym uśmiechnęła się, ale uniosła przy tym brwi do góry, co nadało jej twarzy drwiący wyraz.
- Nie dzięki. Poradzę sobie.
Z tymi słowami, uniosła kufer jakby to było piórko i spokojnie weszła na piętro, po czym rozejrzała się wokół.
- Nie wygodniej było windą? - zapytałem z drwiną patrząc bezpośrednio na nią.
Uniosła głowę i odwzajemniła moje spojrzenie, co nieco mnie zdziwiło. W większości przypadków inne istoty odwracały wzrok. Musiałem przyznać, że jej zachowanie sprawiło, że bardzo zainteresowałem się jej osóbką.
- Trochę wysiłku mi nie zaszkodzi - oznajmiła dziewczyna. - Poza tym, nie przepadam za zamkniętymi przestrzeniami.
- Więc jak ty tu wytrzymasz? - zapytałem wciąż się chytrze uśmiechając.
Słysząc moje pytanie dziewczyna uśmiechnęła się jeszcze szerzej niż poprzednio.
- Spadam przy pierwszej nadarzającej się okazji - oznajmiła przebiegle i po prostu nie byłem w stanie nie wyszczerzyć zębów w uśmiechu.
- Jakby co, to mnie poinformuj. Też chętnie się stąd wyrwę.
- Nie ma sprawy - odpowiedziała. - A tak w ogóle to jestem Chika - powiedziała wyciągając ku mnie rękę.
- Noritoshi - odparłem ściskając jej dłoń i poczułem przyjemny dreszcz który przeszedł mi po plecach. - Ale możesz mi mówić Moon.
Nie miałem pojęcia dlaczego pozwoliłem jej się tak do mnie zwracać. Tylko nieliczni mogli tak do mnie mówić, a reszta obrywała ode mnie z pięści. Chika była jednak tak intrygującą a przy tym sympatyczną osóbką, że po prostu nie mogłem postąpić inaczej.
- A więc do zobaczenia Moon - powiedziała łapiąc znów w rękę swoją walizkę i machając mi na pożegnanie.
- Na razie - powiedziałem opierając się o ściane i zakładając na nią nogę.
Patrzyłem jak dziewczyna oddala się ode mnie korytarzem, po czym wniknąłem w jej myśli.
- Zobaczymy czy jest wart tego, żebym go ze sobą zabrała podczas ucieczki.
Uśmiechnąłem się pod nosem i odpowiedziałem:
- Zdecydowanie.
Dziewczyna nagle zamarła i stała przez chwilę w miejscu, ale w końcu potrząsnęła głową i ruszyła dalej korytarzem. Patrzyłam jak znikała za drzwiami jednego z pokoi, wciąż uśmiechając się pod nosem. Miałem gdzieś to, że nie powinienem był kożystać ze swoich umiejętności. Może jednak okres spędzony tutaj nie będzie aż taki nudny, jak przypuszczałem...
Subskrybuj:
Posty (Atom)